czwartek, 19 sierpnia 2010

 PODDASZE,KLEJ  I PRALKA
V GLIWICKI OFFOWY FESTIWAL FILMOWY "GOFFR"

Goffr vol. V przeszedł już do historii. Festiwal filmu amatorskiego i studenckiego legitymujący się największą tego typu tradycją w regionie odbył się w dniach 14-16 listopada, a areną filmowych zmagań stało się Kino „Amok”. Pomiędzy dwoma zróżnicowanymi blokami konkursowymi offowych obrazów, organizatorzy – Stowarzyszenie „GTW” – uraczyli publiczność interesującymi fotograficzno-scenograficznymi warsztatami skierowanymi do najmłodszych widzów, a także wieczorem muzycznym (w Klubie Muzycznym „Sic”) promującym scenę niezależną.   Sporym wydarzeniem była też kuluarowa konferencja z tegorocznym jury, która odsłoniła kulisy powstawania produkcji niezależnych  oraz profesjonalnego aktorskiego rzemiosła.
Podczas Gliwickiego Offowego Festiwalu Filmowego zaprezentowano 16 starannie wyselekcjonowanych nowych filmów, w których ilościowy prym wiodło „kino amatorskie”.  Tradycyjnie ilość fabuł dominowała nad dokumentami. Niestety tym razem publiczność nie dopisała; podejrzewam, że raczej tłumnie ruszyła do multipleksów na premierę nowego filmu o przygodach najsłynniejszego agenta brytyjskiego wywiadu -  Jamesa Bonda pt.  007 Quantum of  Solace  . Ale chwilę…zaraz, zaraz…GOFFR też miał swojego Jamesa
Bonda!  Tytułowy  Agent 700 (Kryptonim N. )  tym razem otrzymał zadanie zlikwidowania porywczego rosyjskiego generała Niemirowa, notabene smakosza surowego tatara. Zaopatrzony w skażoną wołowinę, wyrusza w pełną niebezpieczeństw podróż , która wiedzie także przez piękny kraj nad Wisłą... I tu zaczynają się prawdziwe problemy... Zupełnie zwariowany 30-minutowy obraz G. Borowiaka i AMATORSKIEJ WYTWÓRNI FILMOWEJ „LONGSTAR” twórczo dekonstruuje mit Bonda, a gama zastosowanych przy tym pastiszowo-parodystycznych środków rodem z „kina klasy B” jest po prostu imponująca. Aktorzy porozumiewają się nie tylko po polsku, ale także rosyjsku i angielsku; kurek z gazem zostaje  przykręcony dla państwa oznaczonego biało-czerwoną flagą; pojawia się również szalona postać żywcem wyjęta z krwawych horrorów – dr.Sado-Maso z ostrzami zamiast palców... Takich „atrakcji” jest w filmie multum. Zresztą także inne filmy tej wytwórni ( Atak Nosferatu z KosmosuMatrix 4: Rewindykacja ) proponują widzom dziką „zabawę w kino” ,  tożsamą z tą uprawianą przez Z.F. „SKURCZ” czy nieistniejącą już , gliwicką „SODOMĄ i GOMORĄ”.
Zresztą filmów będących zupełną zgrywą z kina było więcej, i to znacznie lepiej zrealizowanych. Wątki sensacyjno-gangsterskie twórczo wykorzystywał zdobywca festiwalowego Grand Prix – film  Poddasze Łukasza Bursy i  wytwórni „BUTCHER'S FiILMS” . Konsekwencja z jaką poprowadzono fabułę (brak zbędnych scen) i cały szereg przywoływanych dzieł filmowych (m.in.Dług czy  Wściekłe psy)  sprawił, iż historia dwójki windykatorów usiłujących wyegzekwować dług na tytułowym poddaszu podobała się wszystkim. „Rzeźnicy” raz jeszcze zadziwili publiczność absurdalnym poczuciem humoru :  Klej  Przemysława Filipowicza  zgarnął I nagrodę w kat. „film amatorski”, a „spidermanowski” pocałunek pary głównych bohaterów – małżeństwa zmagającego się z kryzysem – śmiało można uznać za najlepszy w historii polskiego kina offowego.
Natomiast do miana najciekawszej niestandardowej sceny erotycznej z pewnością może pretendować ta z  Pralki  (I nagroda w kat. „film studencki” ) Jakuba Pączka, rozgrywająca się na .... tytułowym urządzeniu.  Zresztą nieprzypadkowo sympatyczna historia zwariowanej rodzinki (ojciec - dawny „solidarnościowiec”, próbujący wciąż naprawić domową pralkę; matka – dawna komunistyczna działaczka, obecnie ucząca w
szkole...religii) znalazła  poparcie wśród jury. Natomiast jakie wartości jury (Magdalena Kumorek, Beniamin Szwed, Marcin Kondraciuk) dostrzegło w amatorskich dokumentach  pt.   Kompozytor Piotra Struczyka  i   Laleczki  Rafała Kulpy  (odpowiednio II i III nagroda w kat. "film amatorski") pozostaje dla mnie niezgłębioną tajemnicą. Pierwszy ukazuje sylwetkę znanego kompozytora – Sławomira Czarnieckiego, szukającego w górach „drugiego oddechu”. Na uwagę zasługują fragmenty muzyczne, bo samo opowiadanie o „pasji tworzenia” sprawia wrażenie wysilonego i rozwlekłego. Drugi to historia organizowania przez uczniów jednego z chorzowskich L.O. festiwalu teatralnego. Jako „dokument offowy” sprawdza się nienajgorzej, jednak ja postawiłbym raczej na ostrą amatorską produkcję z Katowic pt.  Eviva L’Arte  R. Pyki,   wykorzystującą  fragmenty kontrowersyjnej sztuki Pokolenie Porno  Pawła Jurka.
Na szczęście jury udało się zrehabilitować w konkursie kina studenckiego. I co niezwykłe: w prawie wszystkich nagradzanych filmach pojawiała się religijna symbolika, oczywiście w różnych kontekstach. Bogate etycznie i piękne estetycznie (malarska kompozycja kadrów, wizualna maestria, „wyczucie” montażu) dokumenty przedstawiła Wyższa Szkoła Sztuki i Projektowania w Łodzi. Wyróżniony w tej kat. Bokser Tomasza Guzdy  niespiesznie odkrywał  życiorys  kapelana śląskich bokserów, z powodzeniem łączącego
funkcje religijne z pasjami sportowymi. Natomiast  Skarby Ani K. (II nagroda)  Małgorzaty Gryniewicz okazały się niezwykle subtelnym i delikatnym portretem młodej kobiety, dla której wiara stanowi istotną dziedzinę życia, i która - pomimo widocznego kalectwa - świetnie radzi sobie z codziennymi obowiązkami matki, nauczycielki, studentki.
Prawdziwym festiwalowym objawieniem, jak zresztą i całego najnowszego kina offowego okazała się etiuda fabularna Warszawskiej Szkoły Filmowej pt.  Czego nikt nie wie  (Nagroda Publiczności oraz III nagroda w kat. „film studencki” ) w reż. Macieja Prykowskiego.  Ten  stylowy, czarno-biały film - posiadający czar i urok dawnego kina – przez 23 min. kreuje „prowincjonalny”, pełny życia świat , z prawdziwą  pieczołowitością dbając przy tym o zachowanie atmosfery peerelowskich późnych lat 50. Reżyser,  fotografując  losy  kilku barwnych postaci wiejskiej społeczności  (występują tu m.in. Marian Dziędziel i Wojciech Malajkat) , tworzy prawdziwą „magię kina”. Finałowe Deus ex machina będące hołdem złożonym postaci Zbigniewa Cybulskiego i filmowi  Popiół i
diament  Wajdy  należy do największych osiągnięć kina offowego. Widzowie zapamiętają także krzyż , który bohaterowie wciąż próbują właściwie przymocować do ściany.
Supermax  - groteskowa etiuda sygnowana przez WRiTV UŚ - okazała się natomiast  największym przegranym festiwalu. W. Stupnicki pomysłowo rozprawił się w niej z kapitalistycznym kultem pieniądza i  rywalizacji ekonomicznej, a epizodyczne role zagrali Wiktor Zborowski oraz Ewa Szykulska.  
Podczas „muzycznego wieczoru filmowego” zaprezentowano nowe aranżacje znanych utworów filmowych. Nagroda główna przypadła gliwickiemu Anamnezis, a wyróżnienie podzieliły między sobą ASG i El Secatorre.

artykuł ukazał się w "Nowinach Gliwickich" 26 listopada 2008

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz